O pisaniu


Z okazji zbliżających się świąt postanowiłem zrobić sobie prezent i skasować profil na Facebooku. No i nie mam gdzie o tym poinformować.

Po co mi Fejs? Pytanie bynajmniej nie było retoryczne. Ostatnio zadawałem je sobie coraz częściej i coraz bardziej nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi.

Liczby podobno nie kłamią, więc policzmy:
– Jakieś 1/3 wpisów można z powodzeniem zastąpić aplikacją, która losowo wybierałaby żenujące filmiki z Youtube’a, głupawe fotki z Kwejka i „głymbokie” myśli z Demotów… A może już ktoś taką napisał?! Kurczę, mogłem sprawdzić, zanim skasowałem profil.
– Następna 1/5 twórczości to produkty znajomych przedsiębiorczych, którym ktoś wmówił, że social media to dobra dźwignia dla rozkręcenia własnego interesu. Ale dlaczego nikt ich nie uprzedził, że tę dźwignię można jednym kliknięciem wyłączyć, jeśli z autopromocją się przesadzi? A w stosunku do własnego biznesu umiar zachować jest trudno, ojjjj jak trudno…
– W około 1/6 przypadków znajomi łaskawie mnie informują, w jakim są obecnie humorze albo w jakie gry właśnie raczyli zagrać. Pasjonujące…
– Kolejna 1/7 notek składa się z maksymalnie 3 słów, najczęściej w typie „Turcja, lato 2006″. Czyli wakacje mojego życia w obrazach. Uśmiechnięta panna przy palmie. Smutna panna pod palmą. Taka sobie panna na palmie… Ci najbardziej elokwentni i ekstrawertyczni dodają osobisty komentarz w typie: „Fajnie było”. Albo wpisy typu: „Właśnie jem śniadanie”. I tymi obślinionymi paluchami po klawiszach…
– No i jakaś 1/8 to bezmyślnie powielane apele o oddawanie krwi czy wspieranie ludzi dotkniętych przez los. Czyli jak żadnym kosztem poprawić sobie samopoczucie według recepty: „udostępnij i zapomnij”.

No to banujemy, usuwamy z listy znajomych, a przynajmniej z listy subskrypcji, próbując w tym zalewie linków i słownych bobków znaleźć cokolwiek, na czym warto byłoby zawiesić oko. I zanim cokolwiek znajdziemy (JEŚLI znajdziemy), mija godzina… i następna… i jeszcze dwie…

Nie sądziłem, ze mnie to kiedyś dopadnie, ale zatęskniło mi się za okresem boomu blogowego. Również wtedy z potoków bzdur, egzaltacji i grafomanii bardzo rzadko można było wyłowić jakąś perełkę, ale wtedy przynajmniej autor musiał się trochę wysilić! Czy ktoś pamięta jeszcze, że w pierwszych blogach nie można było wstawiać zdjęć? Nie mówiąc o plikach audio czy filmach! Trzeba było pisać! Pisać zdecydowanie więcej, niż tylko „Genialne!” albo „Polecam!”.

No ale kiedyś kilkadziesiąt znaków dostępne w SMS-ie to było zdecydowanie za mało… Dziś, żeby wykorzystać cały ten limit, trzeba ukończyć polonistykę, najlepiej z wyróżnieniem.


Otagowano: ,

Kategoria: Gorzkie