O kolejach


Postanowiłem odwiedzić Seniora Rodu. Było to przed kolejową zapaścią, więc zdecydowałem się – jak ten pies – pojechać koleją. Zakupiłem bilet z miejscówką i pełen ufności zasiadłem w przedziale pod wykupionym numerem. Niestety, koleje potraktowały mnie faktycznie jak psa, bo w składzie było zimno jak w psiarni. Byłem jednak na ten dar losu przygotowany, więc w wagonowej toalecie narzuciłem na siebie całą zawartość podróżnej torby, z ciepłymi niewymownymi włącznie. Jednakowoż podczas podróży zmarzłem (ponownie wtręt kynologiczny) na kość, bo – jak wiadomo – Pekape zakrzywia czasoprzestrzeń i z każdą przejechaną stacją czas podróży się wydłuża. Ot, taka forma zadośćuczynienia – może i chłodniej, ale za to więcej!

Co czas jakiś dzwoniłem do Seniora informując go z bólem w głosie, że nie zawitam w jego progi o planowej 21, ale raczej o 21.30… 22.00… 22.30… 23.00… Senior – jak sama nazwa wskazuje – spać chadza raczej wcześnie, więc obawiałem się, że zostanę zmuszony do obudzenia go w środku nocy, co nie należy ani do rzeczy przyjemnych, ani krótkotrwałych. Jednak przez telefon Senior zapewniał dziarsko, że znalazł sobie zajęcie, więc spać nie pójdzie i na mnie poczeka.

W środku nocy, pośród szalejącej zamieci wysiadłem na dworcu docelowym, marząc tylko o gorącej herbacie i ciepłym łóżku. Po chwili marzyłem już także o taksówce, bo postój przed budynkiem był puściutki, a panie z central korporacyjnych – jak jedna – kazały mi cierpliwie czekać przed dworcem. Bo każdy głupi wie, że „jak jakaś taksówka jest na mieście, to pewnie zaraz podjedzie”. Wreszcie doczekałem upragnionego pojazdu i już po kwadransie ślizgania się po świeżym śniegu, zmarznięty na kość niedźwiedzia polarnego, pukałem do drzwi Seniora.

Drzwi na szczęście otworzyły się błyskawicznie, więc już po chwili siedzieliśmy nad letnią herbatą, a Senior opowiadał z dumą, jakiego to zadania się w środku nocy podjął, byle nie zasnąć i mnie doczekać – postanowił uprzątnąć śnieg z balkonu. Z jednej strony miło, ale z drugiej… W celu odśnieżenia drzwi balkonowe zostały otwarte na oścież, więc temperatura w domu była dwa… no, góra trzy stopnie wyższa niż na dworze. Za to – tu trzeba Seniorowi oddać sprawiedliwość – w jego domu było zdecydowanie mniej śniegu.

Krańcowo zmęczony i zziębnięty, ciągnąc resztkami świadomości i zdrowia wysłuchałem barwnej opowieści Seniora o jego zażartej walce z zimą, po czym pożegnałem się grzecznie i odszedłem w drzwi prawe, by wziąć gorący prysznic i paść w bety. Wszedłem do łazienki, pozbyłem się odzienia i dzwoniąc zębami rozsunąłem drzwi brodzika…

Zgadnijcie, gdzie Senior wyrzucał śnieg zebrany z balkonu.


Otagowano: , ,

Kategoria: Słodko-gorzkie