Zapiski łowcy cegieł


(Pamięci Michaiła Zadornowa)

Często dostaję listy od moich czytelników i widzów. Zazwyczaj już po pierwszych linijkach poznaję, czy pisze grafoman, schizofrenik, osoba rozsądna, uważna czy dowcipna. Kiedyś otworzyłem list napisany bardzo koślawym, ledwo czytelnym charakterem pisma, który na dodatek zmieniał się z akapitu na akapit. Ale już po pierwszym wersie wiedziałem, że warto poświęcić czas na lekturę całości. Oto, co przeczytałem w nagłówku:

“Drogi Michaile Nikołajewiczu, przepraszam za paskudne litery, ale piszę do Pana niemal całkowicie unieruchomiony przebywając na oddziale intensywnej terapii. Gdy przypomnę sobie, jak się tu znalazłem, trzęsę się ze śmiechu, choć nie powinienem, bo ledwo co mnie poskładali.”

A dalej szło tak: otóż mój czytelnik zamarzył sobie przybudówkę przy swoim domu. W szkole nie był najlepszy z fizyki i temu podobnych, ale postanowił wybudować ją własnymi rękami. Dobudówka miała być murowana, więc trzeba było zdobyć cegły. Ale czy Rosjaninowi przyjdzie do głowy, żeby je kupić, skoro można zwędzić? Obszedł cała dzielnicę i w końcu znalazł – piękne, nowe, bezpańskie cegły w odpowiedniej liczbie. Leżały sobie na szóstym piętrze budowanego od dziesięciu lat bloku. Cóż miał począć? Biegać po schodach w tę i z powrotem obładowany cegłami? A od czego słynna, słowiańska pomysłowość? Otóż budowlańcy wciągali te cegły na górę używając genialnego w swojej prostocie (choć niespotykanego pod inną szerokością geograficzną) urządzenia składającego się z drewnianej beczki i przywiązanej do niej liny, której drugi koniec był przeciągnięty przez bloczek na szóstym piętrze. Po skończonej pracy murarze wciągali beczkę na górę (oczywiście po to, żeby ktoś jej nie rąbnął), a dolny koniec liny przywiązywali do betoniarki.

Po tym wstępie w liście pojawiało się zdanie: “Zapadał zmierzch”.

Co Wy na to? Normalnie poeta. Drugi Turgieniew. “Zapiski łowcy cegieł”.

A dalej było jeszcze lepiej. Ów pomysłowy czytelnik wszedł na szóste piętro i napełnił beczkę cegłami. Oczywiście napełnił ją po brzegi, żeby mniej razy pokonywać te nieszczęsne sześć pięter. Nadal “zapadał zmierzch”, gdy na dole omotał wokół ręki linę, a potem odwiązał ją od betoniarki. Beczka była o wiele cięższa od niego, a czytelnik – jak już wspomnieliśmy – był na bakier z fizyką, zatem… wystartował do góry jak rakieta. Piękny to musiał być widok. Unosił się coraz wyżej i wyżej, nad placem budowy, nad drzewami… Na wysokości trzeciego piętra, podziwiając z wytrzeszczonymi oczami ten urokliwy pejzaż, amator darmowych cegieł zauważył, że leci mu na spotkanie beczka. Bo niby gdzie miała się podziać? Przecież przemieszczali się wzdłuż tej samej osi. Na szczęście w ostatniej chwili zdążył się uchylić, pół tony cegieł minęło go ze złowrogim świstem, a łowca cegieł bezpiecznie wyhamował tuż przed krążkiem na wysokości szóstego piętra.

“Nareszcie koniec” – pomyślał z ulgą, gdy osiągnął kres podróży, i nawet przeżegnał się lewą (tą wolną) ręką. W tym samym momencie dobiegł go z dołu upiorny łomot. To beczka rąbnęła o ziemię. Porządnie rąbnęła. Rąbnęła tak porządnie, że odpadło z niej dno, a cegły się wysypały. W tym momencie mój poeta stał się znacznie cięższy niż pusta beczka, więc z takim samym impetem runął w dół.

Ech, ludzie to mają różne sposoby spędzania wieczoru. Jedni chodzą do filharmonii, inni piją wódkę, jeszcze inni fruwają.

Przelatując koło trzeciego piętra mężczyzna znów nadział się na beczkę. Niestety, tym razem nie uniknął zderzenia, więc nawet nie poczuł, gdy zwalił się na te swoje wymarzone cegły. Można by rzec: wreszcie miał je w zasięgu ręki.

“Nie wiem, jak długo leżałem bez czucia” – pisał dalej w liście – “ale gdy się ocknąłem, było już po zmierzchu. Za to na niebie pięknie lśnił księżyc”.

Powiedzcie sami: czy to nie jest czysta poezja?

“Pierwsza myśl, która po odzyskaniu przytomności mi zaświtała” – zwierzał się – “to: po kiego grzyba przywiązałem linę do ręki?!”

I ją odwiązał.

I wtedy.

Z góry.

Ze złowrogim, narastającym łomotem.

Runęła na niego beczka.

***

Humoreska została opublikowana w serwisie internetowym Michaiła Zadornowa w 2008 roku, wcześniej była wielokrotnie wygłaszana w różnych wersjach na spotkaniach z publicznością.


Otagowano: ,

Kategoria: Słodkie